smutek
smutek
Kiedy byłyśmy małe, rodzice hodowali króliki. Za garażem, tam gdzie pod koniec wojny Bucholz zastrzelił Malinkego (lub odwrotnie), stały przy ścianie klatki z desek i siatki ogrodzeniowej. Starsza z moich młodszych sióstr i ja często tam chodziłyśmy. Głaskałyśmy króliki, zaglądałyśmy w ich dziwne czerwone oczy, karmiłyśmy mleczami i trawą. Niektóre miały kolczyk w jednym uchu, jak Adaś, najlepszy przyjaciel rodziców, który parę lat później przedawkował heroinę, i wyglądały bardzo zawadiacko. Czasami rodziły się młode – łyse i różowe.
Któregoś dnia wszystkie zniknęły. Mama powiedziała, że tata wywiózł je do lasu.
smutek
Darkroom.
Stąd jesteś?
Nie, czemu pytasz?
U znajomych się zatrzymałeś?
W hotelu, dwie ulice dalej.
To co?
Co?
Bo ja mam autobus o czwartej.
[opowiedziane przez Radeczka]
smutek
smutek
pod centrum handlowym
gołębia bez głowy
dzióbały kruki i wrony
a głowa
z otwartym wciąż okiem
kawałek dalej leżała
pod blokiem
[za facebookowym statusem Zoś: „pod centrum handlowym sadyba krukowate jadły gołębia bez głowy”]
smutek
Większość pamiątek z mojego najwcześniejszego dzieciństwa przechowuje mama. W zacinającej się szufladzie szafy z owalnym lustrem trzyma białe ogrodniczki, które miałam na sobie podczas chrztu, błękitną sukienkę, w którą byłam ubrana, kiedy tuż obok mnie uderzył piorun, skarpetki, które zakładano mi wieczorem na dłonie, żebym w nocy nie obgryzała paznokci, i strzępy kocyka „i”, bez którego nie potrafiłam zasnąć.
Ja raczej nie lubię gromadzić rzeczy. Z pamiątek z dzieciństwa przechowuję tylko sfatygowany egzemplarz Czarnej jamy z ilustracjami Stasysa Eidrigevičiusa, pogryzioną grzechotkę w kształcie obręczy i – zawiniętą w foliową siatkę i materiałowy worek – lalusię dzidzię.
Podobno bardzo ją kochałam. Nawet kiedy wyglądała już mniej więcej tak, jak na zdjęciach. I podobno któregoś razu mama w przystępie niekontrolowanej złości wyrwała lalusię dzidzię z moich objęć, cisnęła nią o ziemię i krzyknęła:
– To nie jest żadna lalusia dzidzia, tylko wstrętna stara kukła!
smutek
Niecałe dwa tygodnie temu widziałam w tramwaju bardzo starego mężczyznę z bardzo starym jamnikiem. Obaj byli siwi, obaj trochę smutni i jakby lekko speszeni. Kiedy mieli wysiąść, mężczyzna pochylił się z widocznym wysiłkiem i wziął jamnika na ręce.
smutek
Słowa kluczowe, po których internauci trafiają na jesień fetyszysty, ogromnie mnie inspirują. Poniżej, w ramach przeprosin za długą nieobecność, pomieszczam dwa krótkie wiersze utworzone w całości z fraz wyszukiwarek.
Frazy przytaczam bez skrótów i zmian, poprawiam tylko pisownię tam, gdzie to niezbędne. Zasadniczo jeden wers odpowiada jednej frazie, jeżeli jest inaczej, oddzielam przecinkiem. Wyjątek stanowi zdanie „pacjent nic nie widzi i lekarz nic nie widzi”, które rozbiłam na dwa wersy. Tytuły Raport ze szpitala i Poranek poety pochodzą ode mnie.
A do zagospodarowania mam jeszcze takie skarby, jak „co zrobić z wodą święconą o nieprzyjemnym zapachu”, „kiedy panna ma wysłać lotto” czy „zabawy z pokrzywami”…
słowa kluczowe 2 – Raport ze szpitala
5 lekcji anatomii
karta gorączkowa stolec
lekarki w gumowych rękawiczkach
wenflon zakładanie
karuzela plac zabaw
chłopiec na karuzeli
gładzi się po nodze
cos chrobocze w ścianie
pacjent nic nie widzi
i lekarz nic nie widzi
karuzela od góry
za stygnącymi latarniami
chłopiec na karuzeli
gładzi się po nodze
cos chrobocze w ścianie
słowa kluczowe 3 – Poranek poety
leniwe oko, lustro patrz
oko zaklejone podbite
stonki sen, ślimak śmierć
śniły mi się dwa księżyce
koniec świata jpg
muza trudne życie
smutek
dla Telemacha*
Wujek miał wąsy i skarpetki w romby. Kiedyś uczył w podstawówce, ale zrezygnował, bo bał się uczniów. Cofał się pod naporem ich wrogich spojrzeń aż pod tablicę i stał, z całej siły wbijając się w nią plecami. Spuszczał wzrok, mówił szybko, cicho i niewyraźnie. Po południu jego wełniana kamizelka była cała w kredowym pyle.
Później otworzył mały warsztat i zajął się dorabianiem kluczy. Jego dłonie zawsze były nienaturalnie czyste – białe jak dwa kawałki surowego ciasta, ani ciepłe, ani zimne, bez zapachu.
Wolny czas spędzał na placu zabaw. Dyskretnie przyglądał się dzieciom. Fascynowały go. Pozbawione poczucia odpowiedzialności, ale obdarzone wyobraźnią tak potężną, że zdolną stworzyć świat. Okrutne, beztroskie i straszne.
Nigdy ich nie zaczepiał, nie odważyłby się. Między nim a dziećmi była przepaść, zdawał sobie z tego sprawę, nie próbował, nawet w marzeniach. Po prostu patrzył i tęsknił.
W piątek został trochę dłużej. Ściemniało się, dzieci wracały do domów. Jeden z chłopców przeszedł tuż obok wujka i otarł się prowokacyjnie o jego kolano. Wujek znieruchomiał. Chłopczyk spojrzał mu w oczy i z całej siły kopnął go w kostkę.
– Pedofil!
Wujek został sam na pustym placu zabaw. Usiadł na karuzeli. Spod nogawek przykrótkich spodni wyłoniły się skarpetki w romby i kilka centymetrów białej, pokrytej rzadkimi włosami skóry. Wujek odepchnął się od ziemi, karuzela jęknęła.
Zamknął oczy. Na jego kolanach siedziała pięcioletnia księżniczka Tacjanna.
Karuzela się kręciła. Księżniczka się śmiała. A wujek ją łaskotał, łaskotał, łaskotał…
* Ze względu na prośbę wyrażoną tu.
smutek
– Nie leć, synu, za blisko słońca, by nie stajał wosk od jego żaru – powiedział Dedal, przypinając Ikarowi skrzydła. – I nie leć za blisko morza, by pióra nie nasiąknęły wodą*.
– Ojcze – Ikar się zaśmiał, bo pióra łaskotały go w szyję – jesteś znakomitym rzeźbiarzem i jeszcze lepszym projektantem labiryntów, jesteś pomysłowym wynalazcą i wspaniałym konstruktorem sztucznych krów – (przy krowach Dedal trochę się skrzywił) – ale przyrodnik z ciebie żaden.
– O, doprawdy? – zdziwił się Dedal drwiąco, ale pobłażliwie, bo lubił swojego syna.
– Czyżbyś nie wiedział, że im bliżej słońca, tym zimniej? – zapytał Ikar i nie czekając na odpowiedź, odbił się od ziemi, by po chwili zniknąć w przestworzach.
Na wysokości 1700 metrów jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Na wysokości 1800 metrów zrobiło mu się niedobrze. Na wysokości 2000 metrów zaczęło kręcić mu się w głowie. Na wysokości 2300 metrów zemdlał i runął do morza.
* Za Wandą Markowską.
smutek
P-ce, zjazd rodzinny z okazji świąt, późna noc, wszyscy dorośli pijani.
Ojciec: Wojna… Jechaliśmy przez pole minowe… Nagle rosyjski posterunek. Ty wiesz, co to jest? Osiemnastoletnie chłopaki z karabinami, pijani. I Henry odpychający lufy, take a fucking break, baba… Jedź ze mną na wojnę.
Słuchamy go mało uważnie, znamy to na pamięć, nie chcemy jechać na wojnę. Starsza z moich młodszych sióstr gładzi się po nodze.
Starsza z moich młodszych sióstr: O, jakie mam gładkie nogi.
Gładzę starszą ze swoich młodszych sióstr po nodze: O, rzeczywiście.
Mama: Jakie wy jesteście ładne.
Mój czternastoletni brat: To ja idę spać.
Wszyscy: Dobranoc.
Ojciec wstaje, podchodzi do drzwi sypialni: Czy wszyscy mężczyźni poszli spać?
I zaraz sam sobie odpowiada: Tak. To dobranoc. Prowadźcie sobie dalej te swoje nieadekwatne babskie rozmowy.



