wszystko inne


Parę lat temu. Wracam do domu po imprezie, tramwajem, pijana i wesoła. Naprzeciwko mnie siada facet, też pijany. Przygląda mi się, przygląda, i wreszcie mówi:
– Jesteś bardzo ładna, chociaż wyglądasz na Żydówkę.

dla Telemacha*

Wujek miał wąsy i skarpetki w romby. Kiedyś uczył w podstawówce, ale zrezygnował, bo bał się uczniów. Cofał się pod naporem ich wrogich spojrzeń aż pod tablicę i stał, z całej siły wbijając się w nią plecami. Spuszczał wzrok, mówił szybko, cicho i niewyraźnie. Po południu jego wełniana kamizelka była cała w kredowym pyle.
Później otworzył mały warsztat i zajął się dorabianiem kluczy. Jego dłonie zawsze były nienaturalnie czyste – białe jak dwa kawałki surowego ciasta, ani ciepłe, ani zimne, bez zapachu.

Wolny czas spędzał na placu zabaw. Dyskretnie przyglądał się dzieciom. Fascynowały go. Pozbawione poczucia odpowiedzialności, ale obdarzone wyobraźnią tak potężną, że zdolną stworzyć świat. Okrutne, beztroskie i straszne.
Nigdy ich nie zaczepiał, nie odważyłby się. Między nim a dziećmi była przepaść, zdawał sobie z tego sprawę, nie próbował, nawet w marzeniach. Po prostu patrzył i tęsknił.

W piątek został trochę dłużej. Ściemniało się, dzieci wracały do domów. Jeden z chłopców przeszedł tuż obok wujka i otarł się prowokacyjnie o jego kolano. Wujek znieruchomiał. Chłopczyk spojrzał mu w oczy i z całej siły kopnął go w kostkę.
– Pedofil!

Wujek został sam na pustym placu zabaw. Usiadł na karuzeli. Spod nogawek przykrótkich spodni wyłoniły się skarpetki w romby i kilka centymetrów białej, pokrytej rzadkimi włosami skóry. Wujek odepchnął się od ziemi, karuzela jęknęła.
Zamknął oczy. Na jego kolanach siedziała pięcioletnia księżniczka Tacjanna.
Karuzela się kręciła. Księżniczka się śmiała. A wujek ją łaskotał, łaskotał, łaskotał…

* Ze względu na prośbę wyrażoną tu.

– Nie leć, synu, za blisko słońca, by nie stajał wosk od jego żaru – powiedział Dedal, przypinając Ikarowi skrzydła. – I nie leć za blisko morza, by pióra nie nasiąknęły wodą*.
– Ojcze – Ikar się zaśmiał, bo pióra łaskotały go w szyję – jesteś znakomitym rzeźbiarzem i jeszcze lepszym projektantem labiryntów, jesteś pomysłowym wynalazcą i wspaniałym konstruktorem sztucznych krów – (przy krowach Dedal trochę się skrzywił) – ale przyrodnik z ciebie żaden.
– O, doprawdy? – zdziwił się Dedal drwiąco, ale pobłażliwie, bo lubił swojego syna.
– Czyżbyś nie wiedział, że im bliżej słońca, tym zimniej? – zapytał Ikar i nie czekając na odpowiedź, odbił się od ziemi, by po chwili zniknąć w przestworzach.

Na wysokości 1700 metrów jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Na wysokości 1800 metrów zrobiło mu się niedobrze. Na wysokości 2000 metrów zaczęło kręcić mu się w głowie. Na wysokości 2300 metrów zemdlał i runął do morza.

* Za Wandą Markowską.

P-ce, zjazd rodzinny z okazji świąt, późna noc, wszyscy dorośli pijani.
Ojciec: Wojna… Jechaliśmy przez pole minowe… Nagle rosyjski posterunek. Ty wiesz, co to jest? Osiemnastoletnie chłopaki z karabinami, pijani. I Henry odpychający lufy, take a fucking break, baba… Jedź ze mną na wojnę.
Słuchamy go mało uważnie, znamy to na pamięć, nie chcemy jechać na wojnę. Starsza z moich młodszych sióstr gładzi się po nodze.
Starsza z moich młodszych sióstr: O, jakie mam gładkie nogi.
Gładzę starszą ze swoich młodszych sióstr po nodze: O, rzeczywiście.
Mama: Jakie wy jesteście ładne.
Mój czternastoletni brat: To ja idę spać.
Wszyscy: Dobranoc.
Ojciec wstaje, podchodzi do drzwi sypialni: Czy wszyscy mężczyźni poszli spać?
I zaraz sam sobie odpowiada: Tak. To dobranoc. Prowadźcie sobie dalej te swoje nieadekwatne babskie rozmowy.

Opowiedziane przez młodszą z moich młodszych sióstr, która była obserwatorką OBWE podczas zeszłorocznych wyborów prezydenckich na Białorusi.
Wieś X w rejonie dubrowieńskim, lokal wyborczy w pokołchozowym budynku przerobionym na dom kultury. Członkowie komisji, troje obserwatorów, poza tym pusto. Wchodzi mężczyzna po sześćdziesiątce, sam. Pokazuje paszport, podpisuje się na liście, bierze kartę do głosowania.
Przez jakiś czas stoi bezradnie na środku pomieszczenia i wpatruje się w kartę. Wreszcie mówi, że nie widzi. Niedługo będzie miał operację oczu.
– Chcę głosować na Łukaszenkę. Gdzie tu jest Łukaszenka?
Komisja nie może mu pokazać. Mógłby tylko inny głosujący, ale nikogo nie ma. Kobieta z komisji na chwilę wychodzi, przynosi jakieś okulary. Okulary nie pomagają.
Mężczyzna nie zaznacza żadnego nazwiska i wrzuca kartę do urny.

S, à propos owada podobnego do ślimaka na klatce schodowej (zob. słowa kluczowe 2), przysłał mi mejlem wybór słów kluczowych, po których trafiano na jego bloga:

tampon w pochwie, scenka o narkotykach, siergiej znajomy dody, robak kasztanowy, obciągnij wujkowi, tunel fetysz kutas, księżniczka tacjanna, ruchaj mnie, ceca nago, scenka rodzajowa ekologiczna, wycieczki na beatyfikacje jp2, fisting sióstr, wiersz wzwód, jamniczek może być smutny żałosny, fetysz glam, jaki puls jest niebezpieczny.

Co – po małej selekcji, kilku naciągnięciach i dołączeniu klatki schodowej – składa się jak następuje:
 

słowa kluczowe

wiersz jak wzwód
fisting sióstr
robak kasztanowy
księżniczko tacjanno,
obciągnij wujkowi

tampon tam
fetysz glam
scenka rodzajowa
puls jest niebezpieczny
na klatkach schodowych

nagi cyc
więcej nic
kutas tunelowy
księżniczko tacjanno,
obciągnij wujkowi

księżniczko tacjanno,
obciągnij wujkowi
jamniczek jest smutny
na klatce schodowej

Jeszcze przed narodzinami młodszej z moich młodszych sióstr Panna To, Iwasz i ja zostaliśmy wysłani na kolonie letnie do ośrodka rehabilitacyjnego Instytutu w S. Na koloniach były dziwne dzieci, od których dowiedzieliśmy się, co to jest striptiz i gra w butelkę, nauczyliśmy się piosenki o Hendryku rozbójniku* i złapaliśmy wszy. Po kilku latach Mamrot uświadomiła mi, że były to specjalne kolonie dla dzieci z rodzin patologicznych, a nas upchnęła tam po znajomości babcia Ka, żebyśmy pooddychali zdrowym wiejskim powietrzem.

W naszym domku mieszkał między innymi taki jeden Artur. Nazywaliśmy go Kwadratową Mordą, bo miał długie włosy z równą jak od linijki grzywką. Któregoś wieczora, kiedy już byliśmy w łóżkach, przyszedł do naszego pokoju i zaczął tańczyć. Tańczył odwrócony do mnie plecami i nagle szarpnął gumkę swoich spodni od piżamy i na chwilę pokazał goły tyłek.

– Wiesz co? – powiedział po jego wyjściu Iwasz, wówczas dziewięcioletni. – On cię chyba kocha.
– No co ty! – zdenerwowałam się, bo nie lubiliśmy Artura i sugestię Iwasza odebrałam jako niemal obraźliwą.
– Naprawdę – obstawał przy swoim Iwasz. – Ja goły tyłek pokazałbym tylko kobiecie, którą bym kochał.

* Tekst tej piosenki ma wiele różnych wersji, patrz np. dyskusja tutaj. My poznaliśmy wtedy którąś z tych dłuższych.

Ostatnio ktoś trafił na jesień fetyszysty wpisawszy w wyszukiwarce, uwaga: owad podobny do ślimaka na klatce schodowej.

Kiedy Iwasz był mały, Dorośli pytali go co rano, wśród czułości i zachwytów:
– Co ci się śniło synku? Co się śniło mojemu synkowi, wnuczkowi, Iwaszkowi mojemu, co?
A on, nieporuszony, z właściwym sobie spokojem, odpowiadał niezmiennie:
– Lyba.

Moje lewe oko jest leniwe i łakome.
Pożąda miłych kształtów, ale widzi je zawsze nieostro, więc nie może się nasycić.

Paweł wychodził pierwszy. Zamykał furtkę i podnosił głowę. Piotr stał w oknie. Paweł uśmiechał się do niego i odchodził. Potem się popsuło.
Paweł wyszedł, zamknął furtkę, nie podniósł głowy. Na myśl o Piotrze stojącym niepotrzebnie w oknie zrobiło mu się bardzo smutno. Piotr nie wstał od komputera. Wpatrywał się w monitor i myślał o Pawle patrzącym w puste okno. Było mu bardzo smutno.

« wtewewte »